sobota, 28 stycznia 2012
but I am desperate to connect...
Odpoczywam. Urlop w styczniu to nie jest szczyt marzen(chyba ze ktos praktykuje narty lub deche), mial on wygladac tez zupelnie inaczej, ale rzeczywistosc bywa suczasta i w sumie nie ma co narzekac, bo zawsze to troche czasu w domu rodzinnym. Chyba tego potrzebuje teraz. Bardzo. A slusznosc urlopu potwierdza fakt, ze praca mi sie sni. Mam jakies takie zimowe obnizenie nastroju. Nawet siatkowka jakos tak nie sprawia mi tyle radosci, co zwykle, a to juz nad wyraz niepokojacy symptom. I tak zyje sobie w rozkroku pomiedzy dwoma miejscami. Jedno idealizuje, drugiego nie doceniam.
niedziela, 22 stycznia 2012
I need you to need me
I mamy ten 2012. Jak tam rozpoczeliscie? Dobra, dobra, wygra O., ktora urodzila syna. U mnie klasycznie drinki, tance ( ABBA forever!) i okazuje sie, ze nie moge juz pic, bo od razu mi niedobrze. Nawet mojej mamie ostatnio sie zwierzylem, ze mam problem z piciem. Takze dosyc upodlania sie. A z weselszych rzeczy, to przeprowadzilem sie. Bardzo milo i wspollokator jak na razie zrownowazony. Takze tutaj mila odmiana. I oby tak dalej
piątek, 30 grudnia 2011
But that’s alright, That’s alright...
I po swietach. Kurcze, jakos tak mi minely za szybko. Troche sie podgrzalem w domowym cieple, a teraz powoli wracam juz do zamrazarki znowu. Zaliczylem debiut w roli sw Mikolaja. Caly dzien chodzilem zestresowany, ale nawet niezle mi poszlo. Ho ho ho! Zadnej kompromitacji nie bylo, zadnych niewygodnych zyczen ani pytan, jakos im jestem starszy to mam wrazenie, ze wszyscy coraz bardziej sie wyluzowuja. A jutro juz sie konczy ten rok, calkiem ciekawy, moze nawet przelomowy, bo troche przelamal mnie na pol. Troche to smieszne wszystko, bo czlowiek im starszy tym madrzejszy i dojrzalszy powinien byc, a tu chyba jednak nie do konca. Moja pewnosc siebie jest na porzadnym L4, nastresowalem sie w tym roku, co nie miara, zmienilem prace, miejsce zamieszkania, zakochalem sie, technicznie chyba juz nie jestem dzieckiem... A nowy rok tez zaczynam od przeprowadzki... Oj dzieje sie...
sobota, 10 grudnia 2011
troche techniki i kobiety sie gubia. kubol tez.
Kurcze, tez tak macie, ze jak zalogujecie sie, zeby komus skomentowac, to potem trudniej Wam znalezc ten przycisk, zeby przejsc do swojego bloga i zamiescic notke? Tzn ja zdaje sobie sprawe, ze technicznie to jestem troche jeszcze w XX albo i XIX wieku, ale wprowadzilem maly plan naprawczy. Otoz zmienilem telefon, nie, nie dotykowy, odkad zobaczylem jak kolezanka rozmawiajac przez telefon ciagle sie rozlacza przyciskajac policzkiem jakis przycisk, stwierdzilem, ze to wyzwanie mnie przerosnie. Ale stwierdzilem, ze musze miec cos wiecej niz jakis tam starszy brat Nokii 3310, bo jak za dwa lata znowu bedzie jakas rewolucja w komorkach, to ja juz naprawde tego nie obczaje, strace kontakt z rzeczywistoscia i zamkna mnie w jakims osrodku dla nieprzystosowanych. Oczywiscie tenze nowy telefon wzialem za jakis dosc potezny abonament, ale jako ze rozmawiam przez telefon duza czesc swojego czasu wolnego, stwierdzilem, ze no dobra. Nawet jak teraz powstaje ten najnowoczesniejszy salon jednej z sieci i maja tam takie pytanie: "czy wiesz, ile trwala najdluzsza zarejstrowana rozmowa telefoniczna?", to ja generalnie nie wiem, ale jestem pewien, ze to ja ja przeprowadzilem. W kazdym razie nowy telefon, to nie jest latwa sprawa, bo raz, ze wiekszosc ostatnich kontaktow mi sie nie skopiowala, a dwa to np polowe zeszlej soboty spedzilem na rozrywce pt jak odblokowac klawiature... Takze chyba jednak technika nadal mnie wyprzedza i to chyba juz dubluje na drugim okrazeniu...
czwartek, 08 grudnia 2011
o kryzysie i o pogodzie(czyli tez o kryzysie)
Dzisiaj o 14:30 juz bylo ciemno!!! Niedlugo bede rozwieszac listy goncze za Sloncem. Wczoraj probowal sie przebic do swiadomosci zbiorowej snieg, ale na szczescie zostal spacyfikowany. Z jednej strony, moze troche rozjasnilby ten snieg troche ta szaruge, ale z drugiej jak juz bedzie ten snieg, to znaczy, ze ta zimna, biala krowa przyszla i rozpanoszyla sie na dobre. I pomyslec, ze Edyta Bartosiewicz kiedys spiewala, ze to jej ulubiona pora roku... A tymczasem wszyscy coraz glosniej mowia o kryzysie. Tylko ze juz bardziej tonem koniec swiata, troche mnie drazni ta cala paranoja i nie sadze, ze jak zbankrutuje Grecja, to bedzie to potezny meteoryt, ktory nagle zmiecie swiatowa gospodarke. No sory, ale Grecja? Ja wiem, ze globalizacja itd itp, ale nie macie wrazenia, ze jestesmy troche robieni w konia? Ze probuje sie nam wmawiac, ze jest zle, zeby wymusic coraz wiekszy wyzysk, zebysmy stali sie taka globalna, chinska wioska, gdzie bedziemy za dolara miesiecznie szyc buty? Czasami naprawde zaczynam wierzyc w teorie spiskowe...
wtorek, 06 grudnia 2011
somebody that I used to know
Ostatnio czytalem we Wprost, ze czlowiek pochodzi z Afryki, wiec generalnie nie jest zaprogramowany na zimny klimat, dlatego reagujemy troche snem zimowym i powinnismy sie temu poddac, czyli nie wymagac od siebie zbyt wiele, obzerac sie, spac, wylegiwac sie pod kocykiem. A co z teoria, ze nie, nie daj sie zimie, idz na silownie, fitness, yoge, basen, a najlepiej na wszystko naraz. Ruszaj sie! Ogolnie staram sie chyba znalezc zloty srodek miedzy tymi zasadami, chociaz chyba wygrywa to podejscie leniwca troche. W miedzyczasie czesc problemow mi sie zaczela odrobine ogarniac i mam nadzieje, ze wszystko jakos sie ulozy po mojej mysli. Grunt, ze widze swiatlo w tunelu i chyba nie jest to swiatlo nadjezdzajacego pociagu. Kojarzycie piosenke Somebody that I used to know? Ja sluchajac tej piosenki mam na mysli mase moich zwiazkow, romansow itp i tak sie zastanawiam, czy tez ktos mnie wspomina w tej piosence:)i ktora zwrotke tejze piosenki kieruje w moja strone:)
niedziela, 04 grudnia 2011
chcemy lata!
Ech, powiem szczerze, ze koniec listopada i poczatek grudnia, to nie jest moj najlepszy okres w roku. Zawsze sie cos spieprzy i jeszcze zeby bylo fajniej tak dosc lawinowo. Ogolnie to potrzebuje wielkiego kopa w ta swoja chuda dupe. Jest godzina 15:16 i zgadnijcie, kto zamula w pizamie. A mialem sprzatnac, zrobic zakupy, pranie i ogolnie duuuzo rzeczy. Ksiazke poczytac. Grrr, codziennosc mnie czasami zabija. 9-17 praca, patrze przez okno, mysle, ze juz przynajmniej 16 i zaraz do domu, a tutaj dopiero 14:30. Potem zakupy, obiad i nagle jest 19, potem jakis sport, czasem jakies spotkanie i trzeba sie klasc. I tak w kolo. Troche mnie to frustruje, a najbardziej chyba to, ze nie wiem sam czego chce. Aaa i szukam nowego mieszkania.
sobota, 19 listopada 2011
turn and run
I po urlopie:/ Tydzien urlopu w listopadzie, to nie jest jakis szczyt marzen, ale wolne to wolne i nie powinienem narzekac. Bardzo milo sie spotkac ze starymi znajomymi. Tak generalnie to jakos chyba dziadzieje. Zeby czlowiek w wieku 27 lat musial wypowiadac teksty typu: " ech, to juz nie ten wiek, kiedys to mozna bylo wypic". Moj wspollokator generalnie przez tydzien mojej nieobecnosci postanowil, ze nie bedzie myl naczyn, takze wrocilem do domu, chcialem sobie zrobic herbate, otwieram szafke, gdzie trzymamy kubki, lecz kubki generalnie staly sie niewidoczne jak majtki Mariah Carey, takze powrot musialem zaczac od zmywania naczyn. Skad my tyle tych kubkow mamy i tego wszystkiego, to ja nie wiem. Ale generalnie mieszkanie z kims zaspokaja wszelkie moje odruchy macierzynsko -ojcowskie. Myje naczynia, sprzatam, piore i gasze swiatla po drugiej osobie. Ale zeby zakonczyc optymistycznie, to dobrze, ze nikogo nie musze podcierac.
wtorek, 25 października 2011
Multisport i impreza
Rany, ale ten czas pedzi. Kto by pomyslal, ze to juz prawie moj ulubiony miesiac. Odkrywam ostatnio uroki Multisporta i wypocilem juz chyba 16 kg w saunie i wybabelkowalem z 14 metrow szeciennych babelkow w dzakuzi. Bylem rowniez na dwoch lekcjach jogi, jednak wewnetrzne biodra i zewnetrzne stopy oraz silna aktywna lewa noga jakos srednio mnie przekonaly, poza tym mam wrazenie, ze moment relaksacji jest przez prowadzacych z lekka olany (chociaz i tak zazwyczaj zasypiam w tym momencie). W pracy jak to w pracy, ciagla przeprowadzka, pracuje 4 miesiace, a juz czwarty raz zmienialem pietro i generalnie wchodzac do windy mam mala zagwozdke, ktory guzik wcisnac. W kazdym razie wciaz dosc wysoko, ostatnie dni byly dosc nerwowe, wiec ciesze sie, ze nie mamy tam otwieranych okien, widac, ze psycholodzy tez maczaja palce w projektowaniu wiezowcow. Aaaa, w sobote sie narabalem(juz zapomnialem jak to sie robi), otoz doczolgalem sie do lozka jakos, o dziwo nawet swojego i o dziwo z wlasciwa osoba. Oczywiscie zaczelo sie od "Alez M., my to tak z lekka chorzy, takze my to nie bedziemy za bardzo pic" a skonczylo sie na blaganiach, zeby mnie dobic dnia nastepnego. Ech, czlowiek jednak im starszy tym niespecjalnie madrzejszy...
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Warszawa
Ech, mialo nie byc nazwy miasta w temacie, a tu taka niespodzianka. Robie sie jakis taki glamour chyba coraz bardziej. Jak Tony Halik prawie. No wiec koegzystuje z tymze miastem w temacie od jakichs dwoch miesiecy. Doroslosc. Wyspecjalizowalem sie tutaj w hustawkach nastroju. Potrafie wzruszyc sie pania oddajaca mi dwa zlote, ktore mi spadlo i zalamac kolesiem tracajacym dziadka z autobusu, bo przeciez ja chce wysiasc. W pracy same nowosci, nie jestem juz panem i wladca, wyrocznia. Teraz jestem po drugiej stronie barykady. Takze generalnie wszystko od poczatku, srednio te poczatki lubie, ale nie jest najgorzej. Paradoksalnie sa tu calkiem sympatyczni ludzie, prowadze nawet jakies zycie towarzyskie. Tylko stalem sie jednym z tych ludzikow, co to naprawde na nic nie maja czasu i ciagle biegna. Mialem taki nie byc, ale niestety doby nie rozciagne. No i dawno tak nie tesknilem, nie tylko za Pomorzem...
|
Zakładki:
Sznurki,ale wyjątkowo nie będziemy nikogo wieszać
|